poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Chapter one

~perspektywa Abigail~


- Zwijaj się stąd młoda chyba, że chcesz być zgarnięta przez psy. - usłyszałam głos jakiegoś życzliwego faceta. Otworzyłam swoje jeszcze zaspane oczy i rozejrzałam się po dworcu. Cholera zmierzają w moją stronę. Nie czekając na bardzo przyjemną rozmowę i zaproszenie na komisariat a stamtąd zapewne do izby dziecka, wzięłam swoje manele i pobiegłam w stronę innego peronu. Tak, dobrze myślicie. Od paru tygodni mieszkam na dworcu, albo w innych melinach. Choć najbardziej przypadło mi do gustu to miejsce. Nauczyłam się przez ten krótki czas bardzo dużo. Po pierwsze, nigdy, przenigdy nie daj się złapać policji. Oni odwalą swoją robotę, odwiozą na pogotowie dziecięce i będziesz musiał czekać na odbiór przez rodzica. W tym przypadku mojego tatusia, który zapewne nawet się nie pokapował o moim zniknięciu, kto wie czy jeszcze w ogóle żyje. Po drugie, staraj się zdobyć zaufanie tutejszych ludzi, ale sam nikomu nie ufaj. Po trzecie, nie pakuj się tam gdzie wiesz, że możesz być nieproszony. Skąd mam jedzenie? To proste, albo uda mi się coś zwinąć ze sklepu, albo pożyczę od kogoś pieniądze. Szkoda, że nikogo o swojej pożyczce nie informuje i nigdy nie oddaję no ale trudno.

 Zapewne zastanawiacie się, czemu wylądowałam na ulicy? Mianowicie miałam dość wszystkiego. W domu ciągłe awantury, mój ojciec ciągle chodził najebany, przez co jak się wkurwił to mnie bił. Gdzie w takich momentach była moja matka? Nie mam zielonego pojęcia. Zostawiła nas gdy miałam siedem lat. Od dziesięciu lat zajmuje się mną ojciec, o ile można to tak nazwać. Bo w sumie to od paru lat sama sobą się zajmuję. Pochodzę z Sheffield. Uciekłam zaraz po zakończeniu roku szkolnego do Londynu, ponieważ sądziłam, że to wystarczająco daleko, by nikt mnie nie znalazł . Od samego przyjazdu tutaj, próbuję zdobyć jakąś pracę. Na razie mi to nie wychodzi. Może dzisiaj los się do mnie uśmiechnie. Mam rozmowę kwalifikacyjną w MilkShake City. Musze się jako tako ogarnąć, przebrać. Weszłam do wypasionego wc na dworcu. Na szczęście było pusto. Zablokowałam drzwi wejściowe do łazienki na tyle na ile się dało i rozpoczęłam swoje szykowanie. Nie ma to jak myć włosy w umywalce. Nie polecam, ale przecież z tłustymi nie pójdę. Po jakże przyjemnej, porannej toalecie, weszłam do kabiny i się przebrałam. Założyłam kremową bluzkę na ramiączkach, spódniczkę, balerinki pod kolor kiecki. Zrobiłam lekki makijaż, bo moje wory pod oczami mnie przerażały. Wysuszyłam, rozczesałam włosy i wzięłam walizkę w rękę, w uszy włożyłam słuchawki, a na ramię zarzuciłam torbę. Nie ma to jak blokować drzwi drewnianą deską, która ma pełno drzazg. Dobrze, że być może moje nowe miejsce pracy jest blisko, bo chyba nie dałabym rady nigdzie dojść. Muszę zarobić kasę i wynająć gdzieś pokój, nie wytrzymam dłużej w tym miejscu. Spotykam tu praktycznie tylko meneli, prostytutki albo ćpunów. Nie chcąc się spóźnić, szybko skierowałam się do knajpy...


_________________________________________________

Siema! Rozdział krótki, bo krótki, ale miał na celu tylko wprowadzić Was w sytuacje głównej bohaterki. Zdradzę, że już w następnym rozdziale pojawią się nowi bohaterowie. I zapewniam, nie będą to menele, dziwki i ćpuny :) Liczę na Waszą opinię zawartą w komentarzach.
Pozdrawiam,
Justyna

2 komentarze:

  1. Ciekawie się zaczyna, czekam na dalszy ciąg. (http://i-should-have-kissed-you-1d.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się podoba :) Bardziej realistyczne :)

    OdpowiedzUsuń