sobota, 28 kwietnia 2012

Chapter three

~perspektywa Abigail~

Harry przepuścił mnie w drzwiach, a następnie sam wszedł do mieszkania taszcząc moją walizkę za sobą. Zdjęłam marynarkę, po czym nadal stałam w przedpokoju, czekając na jakikolwiek znak ze strony Harrego.
- Co tak stoisz jak kołek? - zaśmiał się. - Chodź pokażę Ci co gdzie jest.

Z przedpokoju weszliśmy do niewielkiego salonu. Urządzony był dość skromnie, ale przytulnie. Pod ścianą stała czarna kanapa. Na przeciwko był telewizor, a pod nim znajdowała się półka, domyślam się że były tam filmy i gry na konsole, która stała nieopodal.  Na środu leżał puszysty kremowy dywanik. Przeszliśmy dalej do kuchni połączonej z jadalnią. Z tego co zauważyłam, pomieszczenie wyposażone było w najważniejsze rzeczy. Po prawej stronie były dwa pomieszczenie. Jedne drzwi prowadziły do łazienki, która była czarno biała. Po lewej stronie stała umywalka a na ścianie wisiało lustro. Po prawej stała kabina prysznicowa. Dalej były meble i tym podobne. Drugim pomieszczeniem była sypialnia. Ściany pokryte były farbą w kolorze cappuccino. Po lewej stronie stało duże łóżko i stolik na którym była lampka i ramka ze zdjęciem. Po prawej stała pokaźnej wielkości szafa i inne meble. Na przeciwko stało biurko a na nim laptop i jakieś inne graty.
- Jesteś głodna? - spytał Harry.
- No tak trochę.
- Mogą być naleśniki? Nic innego nie umiem ugotować. - rzekł lekko zawstydzony.
- Nie będę wybrzydzać, bo sama też nie umiem gotować. Kiedyś posłodziłam jajecznicę. - roześmiałam się na wspomnienie tego pysznego posiłku.
- Naprawdę? Fuj, a liczyłem że będziesz mi gotować. To w takim razie idź może pooglądać telewizję czy coś, bo mistrz będzie gotować.

Zaśmiałam się i wyszłam z kuchni. Rozsiadłam się na kanapie i zaczęłam przeglądać kanały. Włączyłam na MTV, akurat leciało " I'm sexy and I know it".
- O weź głośniej. - nagle do salonu wpadł Harry i zaczął śpiewać i odstawiać jakieś dziwne tańce. Ściszyłam tv, bo zapewne by mnie nawet nie usłyszał. Spojrzał na mnie zbulwersowany, że aż mi się śmiać chciało.
- Czujesz? Coś śmierdzi. - spojrzałam na niego.
- NALEŚNIKI! - krzyknął i oboje pobiegliśmy do kuchni. Próbował ratować naleśnika, ale on już był cały czarny. Wyłączył kuchenkę, wywalił naleśnika do śmieci a patelnię wrzucił do zlewu.
- Może zamówimy pizze? - zapytał.
- Tak, naprawdę jesteś mistrzem kuchni hahaha. No nie mamy innego wyjścia. - rzekłam i podeszłam otworzyć okno. - Jejku, ale jebie tutaj.
- I pomyśleć, że to była moją popisowa potrawa. No, ale trudno. Jaką chcesz pizze? - pokazał mi ulotkę.
- Obojętnie, byleby było dużo mięsa, a szczególnie kurczaka. Głodna jestem, strasznie głodna.  - powiedziałam na co on miał zamyśloną minę.
- Już wiem kogo mi przypominasz. Mojego przyjaciela Niall'a! On też jest wiecznie głodny. A właśnie, jutro idę z nim do klubu, może pójdziesz z nami?
- Z chęcią, nikogo tu nie znam. - uśmiechnęłam się do niego, a on walnął się  czoło. wyglądało to bardzo dziwnie.
- Zapomniałem Ci zrobić miejsca w szafie i w ogóle. - zabrał moją walizkę i wciągnął do pokoju. Zaczął przekładać swoje ciuchy na inne półki w ekspresowym tempie.
- Zwolnij, przecież nikt Cię nie pogania. - zaśmiałam się.
-  Może i tak, ale nie mogę uwierzyć że o najważniejszym zapomniałem. A i Ty będziesz spać tu a ja w salonie.
- Nie, to ja będę spać w salonie. Nie zbiorę Ci Twojego łóżka. Mnie tu nawet nie powinno być.
- Nie kłóć się ze mną.
- A właśnie, że będę. - wystawiłam mu język i założyłam ręce.
- Nie. - powiedział stanowczo.
- To zrobimy tak, że oboje będziemy spać na łóżku, przecież jest duże.
- Niech Ci będzie, a teraz rozpakuj co się zmieści, a to co zostanie gdzieś wciśniemy później.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się.

Po przyjściu kolesia z pizzą, usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy jeść. Pomińmy już fakt, że zjadłam więcej od niego, no ale cóż. Zawsze jadłam najwięcej a byłam najchudsza. Po zjedzeniu postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Długo wykłócałam się z Harrym o rodzaj filmu. Ja wolałam horror, a on komedię. Próbował przekonywać mnie swoimi marnymi argumentami, typu "Nie chcę, byś się za bardzo bała." lub "Potem może Ci się coś strasznego śnić." Dobrze wiedziałam, że te przykłady dotyczą jego. Ale to już nie moja wina, że nienawidzę komedii, a szczególnie romantycznych. W końcu po długiej rozmowie, udało mi się postawić na swoim. Oglądaliśmy film  którym główną rolę odgrywali kanibale. Przez prawie cały film Harry zakrywał oczy. Aż mi się śmiać z niego chciało, ale próbowałam się powstrzymać. Niestety po skończonym filmie Hazza uparł się, by obejrzeć jakaś komedię romantyczną. Myślałam, że po połowie filmu chuj mnie strzeli, więc zamknęłam oczy i nawet nie kapnęłam się kiedy udało mi się zasnąć.

_____________________________________________________

Jest i trzeci rozdział. Sorry za sporą przerwę, ale miałam niewiele czasu na pisanie. Następny rozdział pojawi się prawdopodobnie w środę lub czwartek. Zachęcam do czytania, komentowania oraz dodawania do obserwatorów. Nawet nie wiecie, jak to motywuje człowieka do dalszej pracy.

Pozdrawiam,
Justyna. :**

sobota, 14 kwietnia 2012

Chapter two

~perspektywa Abigail~

- Dzień dobry. Nazywam się Abigail Goose, byłam umówiona na rozmowę kwalifikacyjną. - przywitałam się grzecznie i uśmiechnęłam. Dobre wrażenie to podstawa.
- Dzień dobry. Vivienne Fortman, jestem kierownikiem. Zapraszam do mojego gabinetu. - odpowiedziała niewysoka kobieta w wieku około 30 lat. - Proszę usiąść. - wskazała na krzesło przy biurku. - Przedźmy zatem do konkretów. Jakie masz wykształcenie?
- Średnie. - przeraża mnie ta kobieta, ale nie mam zamiaru tego okazywać.
- Pracowała Pani na podobnym stanowisku?
- Nie, ale szybko się uczę.
- Rozumiem. Co jest dla Pani najważniejszą motywacją, by tu pracować?
- Posiadanie pieniędzy na wynajęcie pokoju? - kurde nie spodziewałam się takiego pytania. Nie ma to jak odpowiadać pytaniem na pytanie, no ale trudno.
- Dobrze rozumiem, że nie ma Pani gdzie mieszkać? - zapytała i zmierzyła mnie od góry do dołu. Nie no świetnie.
- Na obecną chwilę nie, dlatego poszukuję pracy.
- Jakie są Pani mocne strony?
- Wytrwałość w dążeniu do celu, pracowitość, ambitność oraz umiejętność pracy w zespole. - no trochę powymyślałam.
- No dobrze, przekonała mnie Pani. Zatrudnię Panią na okres próbny, potem jeżeli Pani będzie dobrze pracować to przedłużę umowę. Wypłata będzie wypłacana tygodniowo. Od kiedy może Pani zacząć pracę? - odetchnęłam z ulgą, wreszcie coś mi się udało.
- Chociaż by od dzisiaj. - odpowiedziałam z entuzjazmem.
- To dobrze się składa, bo akurat mamy duży ruch dzisiaj. Zapraszam za mną. - wstałam z krzesła i poszłam za nią. - To jest Danielle, pokaże Ci co i jak. - powiedziała i po chwili zniknęła z mojego pola widzenia.
- Cześć. Jestem Abigail. - podałam jej rękę.
- Danielle. - uśmiechnęła się do mnie. - Musisz być naprawdę dobra, skoro Cię przyjęła. Zazwyczaj nie przyjmuje takich  młodych osób. Wyjątkiem jest Harry. - powiedziała  po czym pokazała mi co do czego służy, jak robi się shake'i  i jak obsługuje się kasę. - Zazwyczaj są dwie osoby na zmianie, jedna stoi za kasą oraz robi shake'i a druga je roznosi. Wymieniamy się. Raz jedna osoba jest kelnerem a raz druga. Dzisiaj pomożesz może Harremu? To ten chłopak w loczkach. Harry! - krzyknęła.
- No co jest? - zapytał.
- To jest Abigail, jest nową pracownicą. Pomoże Ci dzisiaj. - po jej słowach podałam rękę Harremu.
W sumie to nie ma tu nic trudnego. Odbieram zamówienia, potem je dostarczam. Robię tak już od trzech godzin. Nareszcie mamy przerwę, aż 5 minut. Ponoć zazwyczaj są 15 minutowe, ale jak jest duży ruch to nie ma czasu na przerwę.
- Mogłabym skorzystać z tego komputera? - wskazałam na kompa na zapleczu.
- Jasne, że tak. - powiedziała Danielle.
Włączyłam go i zaczęłam szukać ogłoszeń z pokojami do wynajęcia. Wystarczył by mi mały pokoik, byle by coś było.
- Co robisz? - zapytał Harry.
- Szukam pokoi do wynajęcia. - odpowiedziałam. - Chwilowo nie mam gdzie mieszkać.
- Możesz się u mnie zatrzymać, do czasu aż czegoś nie znajdziesz. - powiedział.
- Dzięki, ale wolałabym nie. Wiesz, nie chcę Ci przeszkadzać, ani nic. Sama coś znajdę.
- Nie będziesz przeszkadzać. Mieszkam sam. Jak coś znajdziesz to się wyprowadzisz. Nie możesz tułać się ciągle po mieście z tą walizką.
- No dobrze, dziękuję. - odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
- Dobra, wracamy do pracy. - powiedziała Danielle. Pracowaliśmy tak do 19. Podzieliliśmy się napiwkami i zamknęliśmy lokal. Jutro mam zmianę z Harrym, Danielle ma wolne. Pożegnaliśmy się z Danielle i ruszyliśmy ciemną ulicą w stronę domu Harrego.
- Daleko stąd mieszkasz?
- Jakieś dziesięć minut na piechotę. - odpowiedział. - Daj ta walizkę.
- Nie, poradzę sobie. - powiedziałam.
- Zawsze jesteś taka uparta? - zapytał i wyrwał mi walizkę z ręki.
- Ja nie jestem uparta. - zaprzeczyłam, chociaż i tak wiem że jestem.
- Jesteś i to bardzo. - rzekł Harry. Dalszą drogę spędziliśmy w ciszy. Minęliśmy aptekę, sklep spożywczy i skręciliśmy w prawą stronę. Przed nami stała niewielka kamienica.
- To tutaj, mieszkam a w sumie teraz mieszkamy.
Weszliśmy po schodach na pierwsze piętro. Harry znalazł klucze i otworzył drzwi, po czym weszliśmy do środka.

________________________________________________________

No i jest drugi rozdział. Jeden problem się rozwiązał. Niedługo będzie trochę nieprzyjemna scena. No i jak widać, wprowadzona została Danielle i Harry. Komentarze mile widziane, gdyż to one motywują mnie do dalszego pisania. Przynajmniej wiem czy ktoś to czyta.
Pozdrawiam,
Justyna

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Chapter one

~perspektywa Abigail~


- Zwijaj się stąd młoda chyba, że chcesz być zgarnięta przez psy. - usłyszałam głos jakiegoś życzliwego faceta. Otworzyłam swoje jeszcze zaspane oczy i rozejrzałam się po dworcu. Cholera zmierzają w moją stronę. Nie czekając na bardzo przyjemną rozmowę i zaproszenie na komisariat a stamtąd zapewne do izby dziecka, wzięłam swoje manele i pobiegłam w stronę innego peronu. Tak, dobrze myślicie. Od paru tygodni mieszkam na dworcu, albo w innych melinach. Choć najbardziej przypadło mi do gustu to miejsce. Nauczyłam się przez ten krótki czas bardzo dużo. Po pierwsze, nigdy, przenigdy nie daj się złapać policji. Oni odwalą swoją robotę, odwiozą na pogotowie dziecięce i będziesz musiał czekać na odbiór przez rodzica. W tym przypadku mojego tatusia, który zapewne nawet się nie pokapował o moim zniknięciu, kto wie czy jeszcze w ogóle żyje. Po drugie, staraj się zdobyć zaufanie tutejszych ludzi, ale sam nikomu nie ufaj. Po trzecie, nie pakuj się tam gdzie wiesz, że możesz być nieproszony. Skąd mam jedzenie? To proste, albo uda mi się coś zwinąć ze sklepu, albo pożyczę od kogoś pieniądze. Szkoda, że nikogo o swojej pożyczce nie informuje i nigdy nie oddaję no ale trudno.

 Zapewne zastanawiacie się, czemu wylądowałam na ulicy? Mianowicie miałam dość wszystkiego. W domu ciągłe awantury, mój ojciec ciągle chodził najebany, przez co jak się wkurwił to mnie bił. Gdzie w takich momentach była moja matka? Nie mam zielonego pojęcia. Zostawiła nas gdy miałam siedem lat. Od dziesięciu lat zajmuje się mną ojciec, o ile można to tak nazwać. Bo w sumie to od paru lat sama sobą się zajmuję. Pochodzę z Sheffield. Uciekłam zaraz po zakończeniu roku szkolnego do Londynu, ponieważ sądziłam, że to wystarczająco daleko, by nikt mnie nie znalazł . Od samego przyjazdu tutaj, próbuję zdobyć jakąś pracę. Na razie mi to nie wychodzi. Może dzisiaj los się do mnie uśmiechnie. Mam rozmowę kwalifikacyjną w MilkShake City. Musze się jako tako ogarnąć, przebrać. Weszłam do wypasionego wc na dworcu. Na szczęście było pusto. Zablokowałam drzwi wejściowe do łazienki na tyle na ile się dało i rozpoczęłam swoje szykowanie. Nie ma to jak myć włosy w umywalce. Nie polecam, ale przecież z tłustymi nie pójdę. Po jakże przyjemnej, porannej toalecie, weszłam do kabiny i się przebrałam. Założyłam kremową bluzkę na ramiączkach, spódniczkę, balerinki pod kolor kiecki. Zrobiłam lekki makijaż, bo moje wory pod oczami mnie przerażały. Wysuszyłam, rozczesałam włosy i wzięłam walizkę w rękę, w uszy włożyłam słuchawki, a na ramię zarzuciłam torbę. Nie ma to jak blokować drzwi drewnianą deską, która ma pełno drzazg. Dobrze, że być może moje nowe miejsce pracy jest blisko, bo chyba nie dałabym rady nigdzie dojść. Muszę zarobić kasę i wynająć gdzieś pokój, nie wytrzymam dłużej w tym miejscu. Spotykam tu praktycznie tylko meneli, prostytutki albo ćpunów. Nie chcąc się spóźnić, szybko skierowałam się do knajpy...


_________________________________________________

Siema! Rozdział krótki, bo krótki, ale miał na celu tylko wprowadzić Was w sytuacje głównej bohaterki. Zdradzę, że już w następnym rozdziale pojawią się nowi bohaterowie. I zapewniam, nie będą to menele, dziwki i ćpuny :) Liczę na Waszą opinię zawartą w komentarzach.
Pozdrawiam,
Justyna

sobota, 7 kwietnia 2012

Prologue


Życie...brudna,czerni kałużo,
Już tego za dużo,za wiele.
Trudno czasem powiedzieć:
Tego mi ,Życie za dużo,za dużo.
Tak naprawdę tak trudno mówić,
Ale ta część Życia jest nieaktywna.






Wyprzeć mi się chce wszystkiego,ot tak.
Ku Życiu dążę,już od urodzenia.
Ale mi tego za dużo,o wiele za dużo...


_______________________________________________________


Hej, będę zamieszczała tutaj swoje opowiadanie o 1D. Prolog jest taki, a nie inny, ponieważ chciałam wprowadzić Was w temat 'życia'. Wiem, że możecie nie ogarniać o co w tym chodzi, ale specjalnie to zrobiłam. Powiem Wam tylko tyle, że moje nowe opowiadanie nie będzie takie kolorowe jak na większości blogach. Chcę żebyście dzięki tym moim 'wypocinom' że tak to ujmę docenili to co sami macie. Zdradzę, że życie głównej bohaterki będzie zupełnie inne niż Wasze - bynajmniej przez pewien okres. Komentarze mile widziane, gdyż to właśnie one motywują mnie do dalszego pisania. Cenię krytykę, więc jeśli coś Wam nie odpowiada lub macie jakieś wątpliwości to piszcie. Jeśli chcecie to napiszcie w komentarzach nazwę swojego TT lub numer GG to będę informować Was o nowych rozdziałach. Pierwszy rozdział pojawi się niebawem.


Pozdrawiam,
Justyna.